W poprzednim wpisie pisałam o chorobie, jako o niechcianym bałaganie w naszym życiu, czyli w przenośni mieszkaniu, który się zrobił na skutek zepsutego skobelka od składziku.
I co z tym bałaganem zrobić?????
Najchętniej byśmy po prostu wcisnęli te stare graty z powrotem do składziku i zamknęli je na cztery spusty. Jednak w tym przypadku to tak nie działa. Co zostało zobaczone, to się nie „od zobaczy”.
Wpadły graty do naszego salonu, BUM, stało się.
Często wtedy panikujemy i nie mogąc zamknąć znowu składziku wyprowadzamy się z salonu, zamykając go, i zamieszkujemy w przedpokoju. Nie widzimy po prostu innego wyjścia. Ale nawet, jeśli potrzebujemy się schronić w przedpokoju, to warto jednak czasem wpaść do salonu i zacząć powoli robić porządek.
W jaki sposób?
Nie możemy ani schować z powrotem ani wyrzucić tego, co się wysypało. Trzeba to zintegrować z naszym salonem. Czyli bierzemy każdy grat po kolei, oglądamy, szukamy skąd się wziął, do czego służył, kto go wyrzucił, czyścimy z kurzu, troszkę podszlifujemy, naprawimy, co trzeba i znajdujemy mu miejsce w naszym salonie. Sami wiecie, jakie stare meble potrafią być piękne.
Nasz salon będzie teraz wyglądał zupełnie inaczej, i może ta praca zajmie nam całe życie…
Warto jednak powoli znowu rozgaszczać się w naszym nowym salonie, a nie czekać do końca w przedpokoju życia.