Kontemplując książkę Elyn R. Saks „Schizofrenia – Moja Droga przez Szaleństwo”, teorię Junga i własne doświadczenia, wpadłam na obrazową metaforę tego, czym jest ta choroba.
Wyobraźmy sobie, że jesteśmy duszą albo świadomością, która rozpoczyna swoje życie na Ziemi i ma się wprowadzić do nowego dla nas mieszkania, czyli ciołoumysłu. Mieszkanie jest świeżo po remoncie, a dostaliśmy je w spadku po naszych rodzicach i dziadkach. Mieszkanie składa się ze świeżo wyremontowanej części przygotowanej na nasze zamieszkanie oraz ze składziku zamkniętego na skobelek. W składziku tym znajdują się zepsute, wstydliwe, stare meble, których nasza rodzina nie chciała pokazywać światu. W trakcie mieszkania my też używamy składziku i wsadzamy tam nasze niechciane rzeczy. Od części mieszkalnej dzielą składzik drewniane drzwi zamykające się na skobelek. Jest tam brudno i ciemno. Ale każe mieszkanie ma swój składzik.
Mieszkanie w trakcie użytkowania ma różne awarie, a to kolanko w kuchni, a to rączka w łazience.
I.. pewnego razu…psuje się…skobelek….
I cała zawartość składziku wysypuje się do części mieszkalnej. I nagle mamy cały ten bałagan w domu.
Ten skobelek to mechanizm, który pozwala zachować porządek, czyli zdrowie psychiczne w naszym mieszkaniu, czyli ciałoumyśle. Składzik to nasza podświadomość, czyli negatywne treści w umyśle, które u zdrowego człowieka pozostają ukryte.
Na tym polega choroba. Że ten mechanizm, czyli skobelek się psuje. I negatywne treści z naszej podświadomości przedostają się do naszego świadomego umysłu.
Chory niczym innym nie różni się od zdrowego człowieka. Tylko tym zepsutym skobelkiem…
Potrzeba jest dużo hartu ducha i pracy nad tym całym bałaganem, żeby dało się znowu jakoś żyć…